Brüdny Skürwiel, Hellhaim i Młot Na Czarownice w Krakowie – relacja [21.02.2020]

Podziel się!

Ostatnimi czasy z różnych powodów zaniedbywałem undergroundowe koncerty polskich wykonawców. Pewnie trwałbym w tym stanie olewania klubówek, gdyby nie kusząca wizja spotkania kilku zacnych twarzy w towarzystwie muzyki trzech zespołów, które 21 lutego zagrać miały w krakowskim Garage Pubie. Tak się złożyło, że Młota Na Czarownice, Hellhaim i Brüdnego Skürwiela (którego zapowiedziano w zastępstwie za Roadhog) jeszcze nie miałem okazji zobaczyć w akcji, więc wszystkie znaki na niebie i ziemi radziły mi ruszyć tyłek na ulicę Piłsudskiego. 

Imprezę rozpoczął występ Młota Na Czarownice, co do którego miałem spore oczekiwania. Zespół wykonuje polskojęzyczny heavy metal, którego cechują średnie tempa. „Średni” to słowo, którego chciałbym też użyć w stosunku do oceny całego koncertu, ale niestety nie mogę tego zrobić. To był występ zwyczajnie kiepski. O ile podobał mi się wokal, a sekcja rytmiczna nie zwracała na siebie uwagi w negatywnym znaczeniu, tak gitary brzmiały po prostu śmiesznie oraz amatorsko. Kapela sprawiała wrażenie, jakby czuła się niepewnie na tych kilku deskach i nie do końca wiedziała, jak rozruszać publikę. W odbiorze koncertu z całą pewnością nie pomagała też pozostawiająca wiele do życzenia akustyka. Najgorsze, że same kompozycje z wydanych kilka lat temu „Popiołów Wiar” nie są złe, tym co mnie raziło, była kwestia techniczna. Nie tak powinny brzmieć te kawałki, oj na pewno nie tak. Cóż, może był to słabszy dzień MNC i zazwyczaj prezentują się w lepszej formie, jednakże ten występ jest mi trudno uznać za pozytywny.

Po MNC na scenie zameldowało się Hellhaim. Z uwagi na liczne pochwały, które zbierają, liczyłem na solidny koncert. Tymczasem owa załoga przebiła moje oczekiwania. Niesamowite, jak duży kontrast można było zauważyć między tymi dwoma występami. Hellhaim doskonale wiedział, jak zagwarantować zgromadzonym dobrą zabawę. Na ich set złożyło się osiem własnych kompozycji, jak przykładowo „Flight Of The Phoenix” i „Hell Is Coming”, a także dwa covery: zacnie wykonane „Fast As A Shark” autorstwa Accept i kończące gig „Breaking The Law” Judasów, dzięki któremu w Garage Pub zrobiło się dość głośno. Szczerze mówiąc, praktycznie nie znam autorskiego materiału Hellhaim, ale nie przeszkadzało mi to w niczym — swoje kawałki grali przekonująco, a małe elementy show, jak scenografia, czy też czaszka, którą w pewnym momencie chwycił frontman, tylko pomagały w odbiorze ich sztuki. Na ten zespół zdecydowanie należy zwrócić uwagę, a w miarę możliwości zobaczyć na żywo.

Po kilkunastu minutach i kilku piwach dalej na scenie stawiła się ekipa z Gliwic, Brüdny Skürwiel. Ta nazwa dobrze oddaje klimat ich muzyki: jest wulgarnie i prymitywnie. I na żywo sprawdza się to lepiej, niż zakładałem. Skürwiele weszli na scenę, odegrali swój set złożony z między innymi „Evil Rock ‚n’ Roll” i „Queen Of Hellfire” i zmyli się z niej po dość krótkim (być może nawet zbyt krótkim) czasie. Nadmiaru paplaniny nie odnotowano, to była po prostu solidna dawka skondensowanego wpierdolu. Niestety te piekielne wyziewy sprawiały trudność akustyce klubu, przez co pod sceną dźwięk nie był najlepszy, jednakże nie wpłynęło to na moją ogólną ocenę sztuki gliwickiej hordy. Chętnie pójdę na następny gig tych bluźnierców w Krakowie, ale mam szczerą nadzieję, że będzie on lepiej nagłośniony.

Całościowo jestem zadowolony z tego wieczora, bo nawet przy zawodzie w postaci sztuki MNC, na kolejnych kapelach bawiłem się przednio. Zetknięcie się z Hellhaim na żywo nakłania mnie do zapoznania się z ich niewielką, lecz jak podejrzewam wartościową dyskografią. To dopiero początek 2020 roku, więc liczę na więcej tak dobrych kameralnych wydarzeń muzycznych.

PS. Pozdrowienia dla ludzi, z którymi miałem okazję się zobaczyć i żłopać piwo.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *