LASKI Z PIEKŁA #1: Patricia Morrison

Podziel się!

Brudny klub, końcówka lat ‘70. Stany są tyglem indywidualistów, mieszanką zbuntowanych umysłów nadciągających do kalifornijskich miast takich jak Los Angeles czy San Francisco. Jest jeszcze za wcześnie, by segregować ludzi na subkultury. Wszystko to, co odmienne i zbuntowane nazywa się po prostu rock’n’rollem bądź punkiem. Debiutują zespoły takie jak The Germs i The Weirdos. Na te koncerty chodzi też młoda Patricia Morrison, która wkrótce zasłynie jako królowa zupełnie innej, nowej części podziemia.

Z kobietami nikt nie chciał wówczas grać, zatem pierwszy zespół, do którego dołączyła, był obskurnym, wywrotowym bandem niewielkich scen Los Angeles. Skupiał wokół siebie punkowych celebrytów, którzy na ich koncertach urządzali sobie dzikie imprezy. Przez kilka lat Morrison występowała pod pseudonimem Pat Bag. Z torbą na głowie, podobnie jak cała reszta Torebek.

Punkowa Patricia to też ikona rodzącego się dopiero wówczas gotyku, prekursorka i popularyzatorka czerni. Była uosobieniem klasy, nowością wśród kształtujących się trendów przełomu lat 70 i 80. Podczas gdy punkowa fala stawała się coraz bardziej krzykliwa, absurdalna i pstrokata, ona wolała zatopić się w chłodzie i eleganckim mroku, które pozostają z nią do dziś. To nie był zdecydowanie ideał kobiety rozpowszechniany przez mass media w tamtych latach – błękitnookiej blondynki, szkolnej dziwki. Właściwie, gotyk nigdy do mainstreamu nie wszedł, mimo że miał swoje 5 minut w latach 80, kiedy czarnowłose podziemie trochę wychylało się co i raz z piwnicy. Zawsze jednak te pochodne pierwszej fali stały w biznesie muzycznym nieco na uboczu.

Patricia Morrison grała kilka lat w The Guns, zespole, który zdawał się lubić Andrew Eldritch, lider The Sisters of Mercy. To kolejne wielkie indywiduum, człowiek odpowiedzialny za całokształt twórczości The Sisters of Mercy. Z niejednym ego w swojej karierze miał okazję się zmierzyć. To jego bezkompromisowość przez lata trzymała zespół w ryzach. Daleka jestem jednak od wiary w to, że jest to jedyna znacząca postać w historii tego zespołu. Andrew oprócz tworzenia muzyki potrafi też bardzo dobrze rozstawiać ludzi po kątach. I choć Patricia nigdy nie przyznała otwarcie, że zamiast basistki zrobił z niej modelkę od wywiadów, oczywiste jest, że tak właśnie było. Patricia jest jednym z najlepiej kojarzonych muzyków The Sisters of Mercy. Zawsze już będzie kojarzona z Floodland i szczytem ich popularności w 1987.

Patricia Morrison opowiada o teledyskach, które realizowali do singli promujących Floodland

Była jedną z ważniejszych muz Andrew. Dla niej powstał przebój Lucretia, My Reflection. Wkrótce okazało się jednak, że Patricia w zespole ma tylko dobrze wyglądać. Andrew dobrze wiedział, co robi. Wielokrotnie analizuje w wywiadach trafność wyboru Pat jako basistki. Jej niepowtarzalny styl stał się wizytówką Sisters of Mercy, gdy byli na szczycie, a ona sama została wtedy dostrzeżona przez swoich przyszłych naśladowców z subkultury gotyckiej.

Jak się dziś okazuje, zespół, by przetrwać próbę czasu potrzebuje kilku silnych charakterów, bo inaczej staje się tylko projektem jednej osoby. Tak z mitycznej legendy podziemia lat 80 The Sisters of Mercy w ciągu 30 lat zmieniło się w zespół, który nie nagrał od lat żadnego albumu, organizującym jedynie wątpliwej jakości trasy koncertowe. Kto słuchał 30 lat temu, dziś dośpiewa sobie co trzeba.

Oczywiście, wspominając o Andrew w kontekście Pat, warto uzmysłowić sobie, że nie jest ona jedyną, która z impetem wyleciała z jego powodu na bruk. 

Po tym wydarzeniu Morrison nagrała jedyny solowy album, będący bardziej jej osobistą kuracją, niż czymś o komercyjnych aspiracjach. Reflect on This to dzieło surowe, wyprane z efektów, którymi posługuje się na porządku dziennym gotyk. Utwory takie jak O mają punkowe, gotyckie riffy, ale doomową produkcję. Grooviaste, hardrockowe koncepcje przykryte są piwniczną, dziwaczną psychodelą. Moim zdaniem całość nie była przesadnie udana. To utwory, które rzeczywiście oddają psychiczny i twórczy zastój ich autorki.  Wisienką na torcie i największym bólem tej wielowątkowej porażki był brak jakiegokolwiek odzewu ze strony mediów czy publiki. Jedynym utworem mającym duszę jest Reflection, które nie tylko tytułem nawiązuje do Sióstr. Patricia bawi się na nim wokalem w Andrew. Refren, choć mógłby być bardziej wyrazisty, nosi znamiona uwodzicielskiego gotyku. Zdaje mi się, że nieprzypadkowo umieściła go na końcu krążka jako bonus.

Ostatnie, jednocześnie najdłuższe lata Patricia spędziła w The Damned, zespole, w którym głównodowodzącym był od lat Dave Vanian. Ten zespół dosłownie stał się jej rodziną. (Pat wyszła za Dave’a w tym samym roku)

„Chcielibyśmy, by o The Damned usłyszały media. Jednak obecnie zależy to od zbyt wielu czynników. Być może tego nie potrzebujemy. The Damned to zespół oddanych fanów, którzy mimo wszystko wiedzą, że to dobra muzyka.

Być może mogła wykorzystać swój kompozytorski potencjał bardziej. Być może nie osiągnęła w ostatecznym rozrachunku wiele więcej, niż płaskiej popularności. A być może po The Sisters of Mercy było już za późno na zaczynanie od zera. Tak więc Patricia Morrison nie zapisała się w historii muzyki jako charyzmatyczna liderka zespołu, ale z całą pewnością jest jedną z kobiecych ikon, które spotykamy na kartach historii gotyku dość często.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *